Są wydatki, nad którymi zastanawiamy się długo.
Porównujemy ceny. Czytamy opinie. Zastanawiamy się, czy naprawdę warto.
A są też takie, które po prostu schodzą z konta.
Co miesiąc.
20 zł. 50 zł. 85 zł.
Kwoty na tyle małe, że często nie chce nam się poświęcać im czasu. A kiedy przemnożymy je przez 12 miesięcy, kilka lat i kilka różnych usług, zaczynają wyglądać zupełnie inaczej.
Niedawno przekonałem się o tym podczas zwykłego spotkania z rodzicami.
85 zł miesięcznie za dwa telefony
Spotykamy się regularnie. Podczas jednego z takich spotkań rozmowa zeszła na opłaty za telefony.
Lubię od czasu do czasu przyjrzeć się swoim wydatkom, porównać oferty i sprawdzić, czy to, za co płacę, nadal ma sens. Dlatego zacząłem dopytywać.
Okazało się, że tata płacił za telefon 35 zł miesięcznie.
Mama — 50 zł.
Razem 85 zł każdego miesiąca.
Nie były to kwoty, które wywracały domowy budżet do góry nogami. I chyba właśnie dlatego tak łatwo było przez długi czas nic z nimi nie robić.
Tyle kosztuje.
Płacimy.
Działa.
Po co ruszać?
Tylko że ja zacząłem się zastanawiać, za co właściwie płacą i ile z tego naprawdę wykorzystują.
Czy naprawdę potrzebujemy wszystkiego bez limitu?
Dzisiaj bardzo łatwo wybrać ofertę, w której niemal wszystko jest „bez limitu”.
Nielimitowane rozmowy. SMS-y. MMS-y. Dużo internetu.
To wygodne.
Nie trzeba niczego kontrolować i nie ma obawy, że któregoś dnia czegoś zabraknie.
Tylko warto czasami zadać sobie jedno pytanie:
Czy ja rzeczywiście tego wszystkiego potrzebuję?
Sposób, w jaki korzystamy z telefonów, bardzo się zmienił.
Wiadomości wysyłamy przez Messenger czy WhatsApp. Przez internet również rozmawiamy. Tradycyjne SMS-y czy MMS-y dla części osób przestały mieć takie znaczenie jak kiedyś.
A mimo to możemy przez lata płacić za pakiet, którego możliwości wykorzystujemy tylko w niewielkiej części.
Nie oznacza to, że oferta „bez limitu” jest zła. Dla kogoś, kto intensywnie korzysta z telefonu, może być dokładnie tym, czego potrzebuje.
Problem pojawia się gdzie indziej.
Kiedy płacimy za coś dlatego, że kiedyś to wybraliśmy i od tamtej pory ani razu nie sprawdziliśmy, czy nadal tego potrzebujemy.
I przypomniała mi się wtedy pewna sytuacja.
Byłem trzeci w kolejce
Jakiś czas wcześniej byłem w salonie jednej z sieci komórkowych.
Przede mną były dwie osoby.
Pierwsza w kolejce była pani, która miała około 60 lat. Czekając na swoją kolej, siłą rzeczy słyszałem część rozmowy.
Z tego, co mówiła, potrzebowała telefonu przede wszystkim po to, żeby móc spokojnie dzwonić do córki.
Chciała, żeby działało.
I żeby nie musiała się niczym przejmować.
Usłyszała propozycję abonamentu za około 50 zł miesięcznie.
Stałem z boku i słuchałem.
Im dłużej trwała rozmowa, tym bardziej zastanawiałem się, czy ta pani rzeczywiście potrzebuje takiej oferty.
W końcu się odezwałem.
Zapytałem, czy naprawdę nie ma prostszego i tańszego rozwiązania, które wystarczyłoby do tego, czego ta pani faktycznie potrzebowała.
Rozmowa zaczęła wyglądać inaczej.
Ostatecznie pojawiła się oferta za około 30 zł miesięcznie.
Nie wiem, jak długo później z niej korzystała. Nie wiem również, czy była to najtańsza możliwa oferta na całym rynku.
Ale wiem jedno.
Kilka dodatkowych pytań wystarczyło, żeby miesięczny koszt spadł o około 20 zł.
Ta sytuacja została mi w głowie.
Bo zdanie:
„Będzie pani miała wszystko i nie będzie się pani musiała niczym przejmować”
brzmi bardzo dobrze.
Tylko czasami za ten spokój płacimy za rzeczy, których właściwie nie potrzebujemy.
Tym razem chodziło o moich rodziców
Wcześniej rozmawiałem również z kolegą, który przeniósł swój numer z bardziej znanej sieci do mniej rozpoznawalnego operatora.
Zapytałem go, jak to działa.
Nie narzekał. Telefon działał normalnie, a on nie widział powodu, żeby płacić więcej wyłącznie za bardziej znaną markę.
Kiedy więc dowiedziałem się, ile płacą moi rodzice, postanowiłem sprawdzić, czy można coś z tym zrobić.
Nie skończyło się na wpisaniu jednej frazy w wyszukiwarkę.
Rodzice byli w dwóch różnych sieciach.
Trzeba było przeanalizować oferty, zdecydować, co rzeczywiście jest im potrzebne, przenieść numery i przejść przez formalności.
Przygotowywałem również pełnomocnictwa.
W praktyce całą operację trzeba było przeprowadzić dwa razy.
Zajęło mi to około dwóch dni.
Mama początkowo nie była przekonana, że rzeczywiście uda się zejść z kosztami tak nisko.
Trudno się temu dziwić.
Kiedy rozmawiała ze znajomymi czy sąsiadami, często słyszała, że inni za swoje telefony płacą znacznie więcej.
Jeżeli większość osób wokół nas płaci 40, 50 czy 60 zł, taka cena zaczyna wydawać się normalna.
Tylko że „normalna” nie zawsze oznacza „potrzebna”.
Z 85 zł zrobiło się 20 zł
Ostatecznie udało się przenieść oba numery.
Dzisiaj rodzice są w jednej sieci.
Tata płaci:
10 zł miesięcznie zamiast 35 zł.
Mama:
10 zł zamiast 50 zł.
Razem:
20 zł zamiast 85 zł miesięcznie.
To nie jest kilkumiesięczna promocja. W wybranej przez nas ofercie 10 zł za osobę jest stałą ceną.
Najważniejsze jest jednak coś jeszcze.
Rodzice są zadowoleni.
Telefony działają tak, jak potrzebują.
Nie odczuwają, żeby czegoś im brakowało.
A każdego miesiąca w ich portfelu zostaje:
65 zł więcej.
W ciągu roku:
780 zł.
Jeżeli podobna różnica utrzymałaby się przez pięć lat, mówilibyśmy już o 3900 zł.
Policz, ile możesz zaoszczędzić
Ustaw miesięczne opłaty i okres. Każdy suwak możesz dopasować do swojej sytuacji.
Obliczenie zakłada, że miesięczne opłaty pozostają bez zmian. Nie uwzględnia inflacji ani odsetek od zaoszczędzonych pieniędzy.
Nie dzięki skomplikowanej inwestycji.
Nie dzięki dodatkowej pracy.
Tylko dzięki temu, że pewnego dnia ktoś usiadł i sprawdził, za co właściwie co miesiąc wychodzą pieniądze.
Dwa dni mojego czasu
I właśnie ten element jest dla mnie w tej historii najważniejszy.
Mogłem pomyśleć:
„To tylko 65 zł miesięcznie. Szkoda zachodu.”
Bo rzeczywiście musiałem poświęcić swój czas.
Sprawdzałem.
Porównywałem.
Załatwiałem dokumenty.
Przenosiłem dwa numery.
Przygotowywałem pełnomocnictwa.
Mogłem przez te dwa dni zrobić coś zupełnie innego.
Tylko że te dwa dni się skończyły.
A 65 zł zostaje u rodziców każdego kolejnego miesiąca.
To właśnie dla mnie oznacza inwestowanie czasu.
Nie zawsze chodzi o zrobienie więcej.
Czasami warto poświęcić kilka godzin dzisiaj, żeby przez kolejne miesiące albo lata niepotrzebnie nie oddawać swoich pieniędzy.
Telefon jest tylko przykładem
Po tej sytuacji zacząłem patrzeć na ten temat szerzej.
Bo przecież telefon nie jest jedyną usługą, którą wybieramy raz, a później przez lata za nią płacimy.
Internet.
Telewizja.
Serwisy streamingowe.
Konta i usługi bankowe.
Ubezpieczenia.
Subskrypcje aplikacji.
Różnego rodzaju abonamenty.
Każda pojedyncza kwota może wydawać się niewielka.
Problem zaczyna być widoczny dopiero wtedy, kiedy zbierzemy je wszystkie razem.
Nie oznacza to, że powinniśmy co miesiąc poświęcać pół życia na poszukiwanie najtańszej możliwej oferty.
Sam nie chciałbym tak żyć.
Ale raz na jakiś czas warto sprawdzić:
Za co właściwie płacę?
Czy nadal tego potrzebuję?
Czy wykorzystuję to, za co płacę?
Czy rynek przez ostatnie lata nie zmienił się bardziej niż moja umowa?
Wiedzieć to za mało
Można przeczytać dziesiątki artykułów o oszczędzaniu.
Można wiedzieć, że warto porównywać oferty.
Można wiedzieć, że abonamenty i stałe opłaty dobrze jest od czasu do czasu przejrzeć.
Tylko w większości przypadków sama wiedza niczego nie zmienia.
Moi rodzice mogli wiedzieć, że być może istnieją tańsze oferty.
Ja też mogłem o tym wiedzieć.
Dopóki jednak nie usiadłem, nie sprawdziłem możliwości, nie przygotowałem dokumentów i nie przeniosłem numerów, z konta nadal znikałoby 85 zł miesięcznie.
Dlatego z całej tej historii zostaje mi jedno zdanie:
Wiedza sama w sobie niczego nie zmienia. Zmienia dopiero działanie.
Poświęciłem dwa dni, żeby później każdego miesiąca u moich rodziców zostawało 65 zł więcej.
I jestem z tego zwyczajnie zadowolony.
Nie dlatego, że znaleźliśmy najtańszy telefon w Polsce.
Tylko dlatego, że udało mi się zrobić dla rodziców coś konkretnego.
A oni pieniądze, które wcześniej znikały w comiesięcznych opłatach, mogą przeznaczyć na coś, co jest dla nich ważniejsze.
Dziękuję, że dotarłeś do końca.
Może po przeczytaniu tej historii nie musisz od razu zmieniać operatora.
Ale przy najbliższej wolnej chwili otwórz historię swojego konta i spójrz na wszystkie powtarzające się płatności.
Wybierz jedną.
I sprawdź, czy nadal płacisz za coś, czego naprawdę potrzebujesz.
Świadome decyzje. Lepsze życie.
Historie i praktyczne wnioski w Twojej skrzynce
W newsletterze dzielę się prawdziwymi historiami i sprawdzonymi działaniami — o czasie, decyzjach i pieniądzach. Na start otrzymasz bezpłatny poradnik z 7 sposobami na odzyskanie czasu.
Przeczytaj dalej
Byłem o krok od wydania 4 tysięcy złotych
Jak kupować czas a nie rzeczy – sprawdź 4 zasady
Czy po roku nadal nadpłacamy kredyt? Podsumowanie naszej decyzji
