Zakup gadżetów bardzo często wydaje się czymś ważnym i potrzebnym.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że prawdziwa wartość działania zaczyna się wtedy, gdy wykorzystujemy to, co mamy już dziś.
Długo nie wracałem do tej historii. Do dnia, w którym byłem o krok od zakupu zegarka za 4 tysiące złotych, a mimo wszystko wróciłem do domu bez niczego.
Wracam do niej teraz z jednego powodu.
W ostatnich dniach zobaczyłem dwie rzeczy, które bardzo mocno dały mi do myślenia. Najpierw Londyn i maraton, który przeszedł do historii. Później akcję Łatwoganga i rekordową zbiórkę dla Cancer Fighters.
Dwa zupełnie różne światy, ale z jednym wspólnym mianownikiem.
Prostota.
Konsekwentne działanie.
Bez nadmiernej technologii.
I dokładnie to przypomniało mi tamten dzień w Cortlandzie.
Decyzja była już podjęta
Do sklepu pojechałem nastawiony i właściwie gotowy na zakup. Nie zastanawiałem się, czy kupię zegarek. Bardziej interesowało mnie, który model wybiorę, ponieważ Apple zrobiło na mnie ogromne wrażenie w reklamach pokazujących moc najnowocześniejszych zegarków ich produkcji.
Pamiętam ten moment bardzo dobrze, gdy wszedłem do Cortlandu w jednej z poznańskich galerii handlowych.
Stół z zegarkami. Światło. Ludzie oglądający sprzęt. I on. Apple Watch Ultra z kopertą ze stali nierdzewnej.
Leżał przede mną i wyglądał jak rozwiązanie wielu rzeczy naraz.
W głowie zaczęły pojawiać się obrazy. Lepsze treningi. Większa kontrola nad czasem. Lepsza organizacja dnia. Miałem wrażenie, że ten zakup coś zmieni. Że z tym zegarkiem wskoczę poziom wyżej.
Przez chwilę naprawdę w to wierzyłem.
To był bardzo podobny mechanizm do tego, o którym pisałem wcześniej we wpisie o kupowaniu czasu zamiast rzeczy. Łatwo pomylić chwilowe poczucie poprawy z realną zmianą codzienności.
I wtedy pojawiło się jedno pytanie:
Czy to w ogóle jest mi potrzebne?
Tamten dzień w Cortlandzie zmienił moje podejście do zakupu gadżetów.
Podszedł do mnie sprzedawca. Powiedziałem, czego szukam i byłem gotowy zapłacić.
Spodziewałem się prezentacji funkcji, porównania modeli i finalizacji zakupu. Zamiast tego zaczął zadawać pytania.
Po co panu ten zegarek?
Czy ma pan już jakiś?
Dlaczego go pan nie używa?
To były proste pytania, ale zrobiły coś, czego się nie spodziewałem.
Zapadła cisza.
Zacząłem odpowiadać trochę wymijająco. Tłumaczyłem sobie ten zakup. Mówiłem o sporcie, o treningach, o organizacji dnia. On jednak dopytywał dalej.
Co dokładnie ma się zmienić po zakupie?
Czego brakuje w obecnym zegarku?
Co robi pan dzisiaj bez tego sprzętu?
Minęło 20 minut rozmowy. Później 40 minut. W końcu ponad godzina.
I wtedy usłyszałem zdanie od przedstawiciela Apple, którego kompletnie się nie spodziewałem:
„Ten zegarek nie jest panu potrzebny”.
Ten pan, miał w celach sprzedaż, a mimo to przez godzinę robił wszystko, żebym tej decyzji zakupowej nie podjął.
Na koniec powiedział spokojnie, żebym wrócił do domu, zastanowił się i sprawdził, czy naprawdę potrzebuję tego zegarka, jeśli mam inny, który zawiera w sobie potrzebne funkcje.
Zakup gadżetów często daje tylko chwilowe emocje
Wieczorem leżałem już w łóżku i wracałem myślami do całej sytuacji. Ku mojemu zdziwieniu czułem większy spokój niż rozczarowanie.
I właśnie wtedy coś naprawdę do mnie dotarło.
Dobra decyzja nie zawsze wygląda jak zakup.
Zrozumiałem też coś jeszcze. Działanie zaczyna się od tego, co mamy już teraz, a nie od rzeczy, które dopiero planujemy kupić.
Miałem przecież zegarek. Miał wszystkie funkcje, których potrzebowałem do treningu i codziennego życia. Problem polegał na tym, że go nie używałem.
Nowy sprzęt dawał emocję i poczucie zmiany. Tyle że sama zmiana nie przychodzi razem z zakupem.
Minimalizm, jeśli jest prawdziwy i autentyczny, daje ogromną przewagę. Nie potrzeba drogich i widowiskowych rzeczy, żeby robić wyniki.
Z biegiem czasu coraz bardziej widzę, że największą wartością nie jest ilość rzeczy, ale przestrzeń, spokój i możliwość skupienia się na tym, co naprawdę ważne. Bardzo podobnie patrzę też na temat zarządzania czasem, o którym pisałem w jednym z wcześniejszych wpisów i klikając w słowa ,,zarządzanie czasem” możesz wrócić do tej treści.
Londyn
Przed pisaniem tego wpisu oglądałem maraton w Londynie.
Sabastian Sawe schodzi poniżej dwóch godzin i zapisuje się w historii. Tempo, które dla większości ludzi brzmi jak coś nierealnego.
I wtedy zwróciłem uwagę na jedną rzecz.
Na jego ręce był Garmin Forerunner 55. Prosty i sprawdzony zegarek co potwierdza Forbes tutaj.
To kolejny raz pokazało mi, że wynik robi człowiek. Jego przygotowanie, konsekwencja i codzienna praca.
Sprzęt jest dodatkiem.
Łatwogang
Następnie szczęście mi dopisało i trafiłem na akcję Łatwoganga.
Dlaczego tak zacząłem ten akapit? Bo rozmawiając z ludźmi z mojego otoczenia okazuje się, że nie każdy o tej akcji wiedział, i najczęściej były to osoby, które za często nie siedzą w internecie i nie korzystają z telefonu nałogowo.
Nie mogłem odejść od ekranu telewizora czy telefonu jak byłem w trasie, cały czas oglądając i słuchając live na youtubie.
Kilka dni streamu prowadzonego w małej kawalerce w Warszawie. Zwykła kamerka, monitor i działanie od tego, co było pod ręką. By łatwo móc wrócić do tamtych chwil, załączam linka do tej akcji.
Efekt?
Prawie 300 milionów złotych dla Cancer Fighters i rekord świata.
Bez wielkiego studia. Bez perfekcyjnych warunków. Bez czekania na idealny moment.
To tylko utwierdziło mnie w jednym.
Największe rzeczy bardzo często zaczynają się od prostych decyzji i działania tym, co już mamy.
Co zostało mi po tej historii?
Londyn, Łatwogang i mój dzień w sklepie połączyły mi się w jedną całość.
Wynik zaczyna się od działania, a nie od zakupu.
Im dłużej prowadzę tego bloga, tym częściej widzę, że wiele tematów sprowadza się do jednego pytania:
czy dana decyzja naprawdę coś wnosi do naszego życia, czy tylko na chwilę daje poczucie zmiany?
Warto czasami zatrzymać się na chwilę i zadać sobie kilka prostych pytań o sens, potrzebę i realną zmianę, którą ma przynieść kolejny zakup.
To jest inwestycja w siebie.
I w swój portfel.
Czas bardzo szybko pokazuje, które decyzje były inwestycją… a które tylko chwilowym impulsem.
Jedno pytanie na koniec
Czy to, co chcesz kupić, naprawdę pomoże Ci działać…
czy tylko przez chwilę pozwoli poczuć zmianę?
FAQ
Czy warto kupować drogi sprzęt do treningu?
Warto wtedy, gdy realnie wspiera działanie i będzie regularnie używany. Sam zakup bez działania bardzo szybko traci znaczenie.
Jak odróżnić potrzebę od chwilowego impulsu?
Najlepiej zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na pytanie, co dokładnie ma zmienić ten zakup w codziennym życiu.
Czy minimalizm oznacza rezygnację ze wszystkiego?
Nie. Minimalizm pomaga skupić się na rzeczach, które naprawdę mają wartość i wspierają codzienne działanie.
Dziękuję, że tu jesteś!
Twoja obecność na blogu sprawia, że mam motywację do pisania.
Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi wpisami i otrzymać darmowy poradnik „7 kroków do lepszego zarządzania czasem i finansami”, zapisz się do newslettera:
A jeśli wolisz bardziej osobisty kontakt, zapraszam również na mój profil na Facebooku:
Wierzę, że mądre decyzje i małe kroki mogą zmienić życie każdego z nas.
Mały krok na dziś
Mały krok na dziś
Napisz na kartce rzecz, którą planujesz kupić bo wydawała Ci się atrakcyjna. Jeśli wrócisz do tej kartki za dwa tygodnie to może oznaczać faktycznie konieczność zakupu, a jeśli nie to ta rzecz nie jest tobie niezbędna i te pieniądze możesz wykorzystać w efektywniejszy sposób
Mi to pomogło, dzielę się z Tobą tym, ponieważ uważam to za gest wsparcia.
To są drobne rzeczy, a mają wpływ na całe życie.
